W 2015 r. Gdyńskie Towarzystwo Hippiczne obchodziło 20-lecie istnienia. Przez lata zadania i profil działalności tej organizacji zmieniały się, ale niezmienne pozostawało jedno – tworzyli ją ludzie pełni pasji, kochający jeździectwo, pragnący kontynuować piękne przedwojenne gdyńskie tradycje jeździeckie. Czy im się to udaje? Odpowiedź brzmi: tak!

Zawody na Polance Redłowskiej w 1932 r.; fot. dzięki uprzejmości Muzeum Miasta Gdyni
Zawody na Polance Redłowskiej w 1932 r.; fot. dzięki uprzejmości Muzeum Miasta Gdyni

1927 r. 2. Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich stacjonujący pod Gdynią w dniu swego święta urządził na Polance Redłowskiej konkursy i pokazy hipiczne. Impreza spotkała się z wielkim aplauzem publiczności. Oficerowie postanowili wykorzystać ten emocjonalny czynnik w celu propagowania polskości na Wybrzeżu. Postanowiono stworzyć w Gdyni stadion sportów konnych, na który uczęszczałyby szerokie rzesze publiczności. Pułk nie miał jednak wystarczających środków finansowych i zwrócił się do Pomorskiego Towarzystwa Zachęty do Hodowli Koni w Grudziądzu, aby wspólnymi siłami zbudować stadion i tor wyścigów konnych w Gdyni. Pomysł spotkał się z aprobatą władz Towarzystwa, które zwróciły się o pomoc do Fryderyka Jurjewicza, dyrektora Departamentu Chowu Koni w Ministerstwie Rolnictwa. Dzięki jego staraniom wydzielono z państwowej domeny Redłowo obszar gruntu i przekazano dotację na zbudowanie stadionu. Budowa przebiegła sprawnie i już w dniach 21 i 22 VII 1928 r. odbyły się pierwsze konkursy zorganizowane przez PTZdHK, do którego wstąpili także oficerowie 2. Pułku Szwoleżerów. Rozegrano wówczas 4 konkursy, w których wzięło udział 50 koni.


I Memoriał Eryka Brabeca (1997 r.); Renata Brabec – wdowa po p. Eryku, w asyście Krzysztofa Niecki, niesie nagrodę – szablę ze zbiorów rodzinnych, która przypadła zwycięzcy – Markowi Orłosiowi dosiadającemu Pasternaka;

Na hipodromie tym prestiżowe konkursy odbywały się do wybuchu II wojny światowej. Startowały w nich takie sławy polskiego jeździectwa jak słynny „Hubal” – major Henryk Dobrzański, Eryk Brabec – jedyny z żyjących świadków ówczesnych wydarzeń, A. Królikiewicz, S. Starnawski, K. Gzowski. W. Zgorzelski, S. Skupiński, H. Roycewicz, J. Najnert, P. Nerlich-Dąbski, M. Toczek. Byli to w większości wojskowi, a wśród nich wielu było olimpijczykami. Historia gdyńskich konkursów zamyka się więc w latach 1928-39. Gdyński hipodrom stawał się coraz bardziej popularny. W roku 1937 odbyły się tu Międzynarodowe Bałtyckie zawody Konne o Puchar Bałtyku z udziałem drużyn z Gdańska i Prus Wschodnich. Po wojnie jeździectwo w Gdyni nie odrodziło się. A jednak, po 56 latach...


pierwsze trzydniowe ZO (1996 r.). Małgorzata Goetel na klaczy Gestia zajęła 2. m. w konkursie równoległym; konkursy te, bardzo lubiane przez publiczność, były tradycyjnie rozgrywane w Gdyni

Duch nie umarł

Pomysłodawczynią reaktywacji przedwojennej tradycji była Teresa Szydłowska – niepoprawna optymistka, miłośniczka koni, historii, poetka, kynolog – kobieta o wielu pasjach, a do tego świetna organizatorka. To dzięki niej powstało Gdyńskie Towarzystwo Hippiczne. Szydłowska zapragnęła przywrócić tradycję rozgrywania zawodów jeździeckich na gdyńskim hipodromie. W 1996 r. zwróciła się w tej sprawie do Ryszarda Toczka, pełnomocnika Zarządu Miasta ds. Sportu i Turystyki. Kilka tygodni później skierowała pismo do prezydenta o włączenie zawodów konnych w program obchodów 70-lecia nadania praw miejskich. O tej inicjatywie zostały powiadomione osoby z Wybrzeża związane z jeździectwem. Grupa jeźdźców i trenerów, wśród których byli: Małgorzata i Roman Goetlowie, Michał Kulikowski, Krzysztof Kremky, Lidia i Olgierd Niczkowie, Zenon Dziemiańczuk, Tadeusz Łopaciński, Krzysztof Skorupski, Krzysztof Niecko, Sławomir Walentynowicz, Leszek Niczyporuk, Elżbieta i Dariusz Orzołowie, postanowiła się zrzeszyć. Małgorzata Goetel (obecnie licencjonowany trener sportu i zawodniczka WKKW) tak opowiada o tamtych wydarzeniach: Szydłowska skrzyknęła ludzi, koniecznie gdynian, i stworzyła grupę założycielską, w skład której weszło piętnaście osób. W lutym 1995 r. zarejestrowano Gdyńskie Towarzystwo Hippiczne. Odbywały się zebrania, wszyscy pracowali społecznie. Cały rok zajmowała organizacja zawodów, wysyłanie milionów próśb do sponsorów, na które odpowiadał 1%.

 
zwycięzca IV i ostatniego Memoriału (2000 r.) – Hubert Kierznowski na Amaro, w towarzystwie fundatorki nagrody, Renaty Brabec (z wnukami). Nagroda – rzeźba z brązu autorstwa Anny Dębskiej – była trofeum przechodnim. Do dziś jest w rękach ostatniego zwycięzcy.

Trochę historii

Od chwili powstania GTH stawiało sobie za cel właśnie organizację imprez jeździeckich, zwłaszcza zawodów w skokach przez przeszkody. Miało w ten sposób nawiązywać do tradycji przedwojennych zawodów jeździeckich rozgrywanych w Gdyni na Polance Redłowskiej. Pierwsze zawody regionalne w skokach przez przeszkody zorganizowano 23 VII 1995 r. Poprzedził je pokaz kadryla w wykonaniu dziewcząt ze Szkółki Jeździeckiej w Kolibkach dosiadających koników polskich oraz pokaz ujeżdżenia w wykonaniu Marioli Kurowskiej z JLKS Sopot. W zawodach wystartowało łącznie 50 zawodników i koni, głównie reprezentantów klubów z Polski Północnej. Zaszczyt inauguracji pierwszego oficjalnego gdyńskiego konkursu przypadł 17-latkowi z Kwidzyna, Mirosławowi Forysiowi.

Od roku 1996 impreza ta przybrała formę trzydniowych zawodów ogólnopolskich, a od 1997 r. – Otwartych Mistrzostw Gdyni. Główny konkurs – Grand Prix Gdyni rozgrywano jako Memoriał Eryka Brabeca, wielokrotnego uczestnika i zwycięzcy zawodów przedwojennych. Jak wspomina Małgorzata Goetel: Tydzień przed zawodami był najbardziej pracowity. Teren nie miał infrastruktury, trzeba było powiadomić odpowiednie służby, zwieźć przeszkody i trybuny. Bardzo pomagał Hipodrom i stajnia Dajak z Koleczkowa. Pracownicy Hipodromu pracowali u nas po godzinach. Wszystkich łączyła pasja. Konie stacjonowały m.in. Na sopockim Hipodromie, z którego codziennie były przywożone na Polankę Redłowską. Zapewnialiśmy świetną atmosferę i wartościowe nagrody, więc ludzie przyjeżdżali. Sędziowali nam: Bogdan Kuchejda, Krzysztof Tomaszewski, Stanisław Helak. Parkury stawiał m.in. Krzysztof Rafalak. Budka sędziowska była na oplandekowanej naczepie, użyczonej przez ojca jednej z zawodniczek!

Zwycięzcą pierwszego memoriałowego konkursu w 1997 r. został Marek Orłoś na Pasternaku, a nagrodę główną – zabytkową szablę patrona, wręczyła Renata Brabec, żona Eryka Brabeca. Pani Renata miała bardzo osobisty stosunek do tych zawodów. W wywiadzie dla „Kuriera Sportowego” mówiła: Przyjeżdżam tu od 3 lat, zawsze z wielkim wzruszeniem. Pada wiele ciepłych słów na temat mojego męża. Dziękuję GTH za podjęcie trudu organizacji Memoriału. Przywożę ze sobą dwoje moich wnucząt. Chcę im wpoić piękne tradycje mojego męża. Jego przedwojenne zdjęcie, gdy wyjeżdżał do dekoracji z trzema końmi, na których wygrał w jednym dniu gdyńskie konkursy jeździeckie, ciągle wisi nad moim łóżkiem (KS nr 19, 22-28 VII 1999).

Od początku impreza cieszyła się poparciem władz Gdyni, a wśród wręczających nagrody zwycięzcom najważniejszych konkursów była ówczesna prezydent miasta – Franciszka Cegielska oraz jej następca – Wojciech Szczurek. W roku 1998 ufundowano memoriałową nagrodę przechodnią – była to rzeźba klaczy ze źrebakiem, wykonana w brązie przez Annę Dębską.


Rok 1998, dekoracja finałowa; od lewej: Teresa Juśkiewicz-Kowalik, Renata Brabec, śp. Teresa Szydłowska, Małgorzata Goetel, śp. Franciszka Cegielska, Zofia Górska

Laur zwycięstwa przechodził w kolejne ręce: w 1995 i 1997 r. zwyciężył M. Orłoś na Posejdonie, w 1996 – Jacek Zagor na Burgundzie, w 1998 i 1999 – Sławomir Kaczmarek na Maruderze, w 2000 – Hubert Kierznowski na Amaro. W 2001 r. konkurs Grand Prix nie odbył się z powodu załamania pogody i ulewnych deszczów. Jak relacjonuje Małgorzata Goetel: Zawodnicy się rozjechali i zostaliśmy my – GTH. I musieliśmy posprzątać, a potem znów myśleć o kolejnym roku. Niestety, o roku 2002 już nie myśleliśmy, ponieważ teren, na którym dotychczas odbywały się zawody, został przez Urząd Miasta sprzedany. Szukaliśmy nowego. Byliśmy zdeterminowani, żeby kontynuować, ale, niestety, nie udało się. Był nawet projekt przeniesienia tych zawodów na sopocki Hipodrom, ale to już nie byłoby to...

Nowe pomysły?

W kolejnych latach profil działalności GTH nieco się zmienił, choć były także trudne chwile. W 2008, z powodu braku pomysłów i wizji dalszej działalności GTH, pojawiły się propozycje jego rozwiązania. Ciężar podtrzymania działalności i kontynuowania pięknej kilkudziesięcioletniej tradycji jeździectwa w Gdyni wziął na siebie Bogdan Tomaszewski. Zgłosił swoją kandydaturę na prezesa GTH (konkurs wygrał), a następnie wraz z Małgorzatą Goetel i Adamem Kapuścińskim stworzył zarząd na kadencję 2008-10. Ponad pół roku zajęło mu uporządkowanie spraw formalnych. Dzięki temu GTH ma status organizaccji porządku publicznego, jest także członkiem zwyczajnym PZJ z licencją ogólnopolską, pozwalającą zawodnikom na straty w zawodach szczebla centralnego. Bogdan Tomaszewski opowiada o aktualnej działalności: Kilkakrotnie byliśmy sponsorem i współorganizatorem zawodów szczebla regionalnego w skokach przez przeszkody. Wielokrotnie organizowaliśmy rajdy konne po Trójmiejskim oraz Kaszubskim Parku Krajobrazowym. Odszukałem i opublikowałem materiały na temat pieszo-konnego szlaku Gdańsk-Berlin im. Daniela Chodowieckiego, którego spory fragment prowadzi drogami woj. pomorskiego (artykuł na stronie www.gth-gdynia.pl). W celu integracji członków stowarzyszenia zaproponowałem wykonanie odznaki GTH. Kolejnym zadaniem jest wydanie tomiku poezji o tematyce jeździeckiej, zawierającego wiersze nieżyjącej już Teresy Szydłowskiej – pierwszego prezesa GTH.

Obecnie GTH prowadzi także intensywną działalność szkoleniową, o czym opowiedziała mi Dagmara Wilczewska, czynna zawodniczka i członek zarządu GTH. Gratulujemy wspaniałych sukcesów, wielkiego zaangażowania i pięknego jubileuszu!


Dagmara Wilczewska na Largo podczas sierpniowych zawodów CIC1 w Sopocie